Pierwsze Zajęcia – Psy na Onkologii
Przed pierwszymi zajęciami na oddziale onkologii został zorganizowany wykład Dr n. hum psychologa Kliniki Onkologii Centrum Zdrowia Dziecka Justyny Korzeniewskiej.
Jako pierwsi w Polsce nasi psi terapeuci zostali zaproszeni do systematycznej współpracy z Kliniką Onkologii w Warszawie. Zaczęło się bardzo typowo. Dzieci z oddziału rehabilitacji pediatrycznej po każdych zajęciach opowiadały historie o swoich czworonożnych przyjaciołach – lekarzach bez fartuchów – dzieciom z innych oddziałów. Maluchy i młodzież z onkologii z wielu powodów mogły jedynie marzyć o wizytach psów, więc marzyły o tym bardzo głośno i bardzo długo. Wystarczająco długo i wytrwale, aby zainteresować kadrę Fundacji ‘Nasze Dzieci’, która organizuje u nich wiele ciekawych zajęć. Typowa struktura łańcuszkowa doprowadziła wreszcie do naszych rozmów z ‘górą’ oddziału onkologii i ostatecznie do zgody personelu medycznego, choć ich obaw naturalną koleją rzeczy było kilka.
Portrety psychologiczne dzieci leczonych onkologicznie są bardzo złożone. Często pod hasłem ‘Pies’ mogą kryć się ambiwalentne odczucia, na co należy brać szczególną uwagę przed rozpoczęciem dogoterapii. Pies z perspektywy dziecka może być zachętą do aktywności, towarzyszem zabawy, obiektem pozytywnych uczuć, lecz może być również nieprzewidywalnym zagrożeniem, źródłem zakazów i alergenów oraz obiektem tęsknoty i żalu (w przypadku rozstania lub utraty).
Dzieci leczone onkologicznie mają świadomość powagi swojej choroby i bardzo dobrze zdają sobie sprawę z zagrożeń jakie niosą im czynniki zewnętrzne. Wielu przejętych, jeszcze niepogodzonych z losem rodziców całymi dniami chucha na zimne, tłumacząc dziecku czego i dlaczego ‘NIE WOLNO’. Lista zakazów i nakazów jest wyjątkowo długa a pod kilka z punktów pies jest przyczepiony ogonem, pazurem, łapą , futrem i językiem.
Reakcją obronną na widok psa na oddziale może być w tym przypadku wyparcie, strach, utajone hamowane emocje itp.
I tak też stało się podczas pierwszej wizyty. Grupa dzieciaczków i ich rodziców na dużej Sali. Wszyscy pod ścianą i ani pół uśmiechu na twarzach dzieci. Rodzice byli bardzo pozytywnie nastawieni do psów, ale główni odbiorcy wyglądali nieswojo. Całe zajęcia trwały 20 min i polegały na przedstawieniu psów i ich przewodników i na mini pokazach psich sztuczek na dużym dystansie.
Wyszliśmy z kliniki i każdy miał w głowie jedno pytanie ‘czy było dobrze’. Nie wyglądało na ‘dobrze’.
Psy podczas zajęć wyraźnie zachowywały się nieco inaczej. Byliśmy na to przygotowani ze względu na specyficzny zapach oddziału, temperaturę oraz bardzo jałowe powietrze (obrona przed zarazkami i alergenami z zewnątrz). To dość trudne warunki dla psów, ale dzielnie dały radę.
Feedback był zaskakujący, otrzymaliśmy informacje, że po naszym wyjściu cały oddział odżył. Dzieci nie mówiły o niczym innym i żyły wizją kolejnego spotkania. Wykłady Pani Doktor powinny nas do tego przygotować, ale prawda jest taka, że dopóki się tego nie przeżyje ciężko to wizualizować.
Kolejnych kilka spotkań przebiegało bardzo dobrze. Każdy pies pracujący (w zajęciach brało udział 6 psów) pokazał klasę. Spotkania były bardzo krótkie, ale owocne, pod względem ostrożności i wymogów BHP bez zarzutów.


